Notice: Undefined index: HTTP_REFERER in /storage/ssd5/427/1552427/public_html/include/licznik.php on line 14
Grzegorz Kocyk - Między Pilicą i Radomką (Zapilcze)

Relacja Krynicki Marian


     We wrześniu 1939 roku miałem prawie dziesięć lat. W tym wieku jeszcze nie odczuwałem bardzo strachu i nie zdawałem sobie sprawy z niebezpieczeństw które mi groziły. Będąc ciekawym świata chodziłem po ulicach i obserwowałem nowe nieznane mi zjawiska i sytuacje jakie miały miejsce we wrześniu 1939 roku. W pamięci utkwiło mi szerg epizodów związanych z wycofywaniem się grup polskich żołnierzy. Rzeczą oczywistą jest że nie mogłem we wszystkich miejscach być jednocześnie i widzieć wszystkiego.

     Pamiętam Niemców, którzy wchodzili do Głowaczowa. Najpierw były to kilkuosobowe patrole zmotoryzowane lub piesze a później zwarte oddziały maszerujące szóstkami . Od strony Miejskiej Dąbrowy było niewielkie (ok. 500m x700m) pastwisko na którym rozegrała się walka na bagnety. Samej walki nie widziałem. Słyszałem za to okrzyk nacierającej polskiej piechoty hura! Po pewnej chwili udałem się w tamtym kierunku żeby zobaczyć co się stało. Oczom moim ukazało się pobojowisko . Na łące w kwadracie 10x15m leżało 9 martwych Niemców z ranami kłutymi. Zginęli walcząc z naszymi żołnierzami. Po polskiej stronie strat żadnych nie było. Z placu boju uciekło w kierunku Podmieścia 4 niemieckich żołnierzy. Zmęczeni schowali się przed tą miejscowością na polu na którym rosłą wijka (wyka). Nieopodal znajdowały się olszyny i jakieś krzaki. W nich przebywał polski żołnierz nie posiadający amunicji do swego karabinu a jedynie dwa granaty. Pomimo tak słabego wyposażenia zdecydował się ich zaatakować. Rzucił w ich kierunku granaty, które spowodowały unicestwienie całej grupki. Sam natomiast zaczął uciekać drogą w kierunku Głowaczowa. Niemcy stacjonujący w Podmieściu zainteresowali się wybuchami. Patrol motocyklowy odnalazł biegnącego Polaka. Zabity został strzałem w pierś-widziałem jego zwłoki.

     Kolejnym wydarzeniem, które utkwiło mi w pamięci było zniszczenie niemieckiego czołgu w samym Głowaczowie. Czołg ten wjechał na brukowany rynek zatrzymał się ale nie wyłączał silnika. Słyszałem jego warkot. Nieopodal znajdowały się jatki tzn. budki gdzie handlowano mięsem jedzeniem i obuwiem. Obok była piekarnia u Holzskinera. Czołg znajdujący się na rynku nie zmieniał swego położenia. W Głowaczowie były wtedy małe grupki polskich żołnierzy. Jeden z nich zaopatrzył się w butelkę z benzyną czy naftą, zbliżył się do kolosa i rzucił ją na rozgrzaną komorę silnikową. Czołg stanął w płomieniach. Pamiętam jak jeden z czołgistów uciekał z płonącego wraku w kierunku wąskiego przejścia przy piekarni. Wtedy Polacy rzucili granat. Niemiec zginął. Widziałem jego rozszarpane podudzie. Co stało się z resztą załogi dokładnie nie widziałem gdyż w czołgu zaczęła detonować amunicja karabinowa był huk i świst.

     Pasając z kolegami krowy staraliśmy się pomóc naszym żołnierzom - piekliśmy ziemniaki, którymi następnie częstowaliśmy naszych obrońców. Przyjmowali je chętnie jednocześnie prosząc o wodę. Po pewnym czasie przez Głowaczów nie przechodziły już zwarte grupy polskich żołnierzy. Gdzieniegdzie tylko sporadycznie pojawiali się pojedynczy ludzie w polskich mundurach. Wszędzie pełno było już Niemców. Raz nawet przybył do stacjonującego wojska jakiś ważny oficer czy generał. Z jego udziałem zorganizowali sobie jakieś uroczyste przemówienie czy paradną musztrę. Słyszałem jak niemieccy oficerowie niźsi rangą wydawali rozkazy w obecności zgromadzonych żołnierzy i stojącego na podeście generała . W tedy to do Balcerzaka przyszli dwaj polscy żołnierze aby się posilić. Nie wiem jakim sposobem się tu „zaplątali”. Widziałem jak ci dwaj wzięli chleb i mleko i wychodząc zauważyli to zgromadzenie i poruszenie wśród Niemców. Spojrzeli na siebie coś powiedzieli a jeden z nich oparł karabin na płocie i strzelił. Do generała w linii prostej było około 400metrów. Zanim odgłos strzału dotarł do naszych uszu Niemiec leżał. Został trafiony i upadł. My się przestraszyliśmy i uciekaliśmy. W ciągu też kilku minut całe niemieckie wojsko się „ rozprysło” po Głowaczowie w poszukiwaniu strzelca. Po ciało oficera niebawem przyleciał samolot.

Relację spisał Grzegorz Kocyk

www.000webhost.com
Ostatnia aktualizacja strony: 2017/05/8Kopiowanie materiałów jedynie za zgodą autora!Created by: Hubertus