Notice: Undefined index: HTTP_REFERER in /storage/ssd5/427/1552427/public_html/include/licznik.php on line 14

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /storage/ssd5/427/1552427/public_html/include/licznik.php:1) in /storage/ssd5/427/1552427/public_html/include/licznik.php on line 56
Grzegorz Kocyk - Między Pilicą i Radomką (Zapilcze)

Relacja Antoniego Piwowarskiego


     Jesienią 1944 roku gdy walki na przyczółku warecko magnuszewskim już okrzepły przebywałem nieopodal miejscowości Gać czy Dąbrówki po niemieckiej stronie frontu. Kiedyś nawet razem z sąsiadem dogadaliśmy się z Niemcem, który sprzedał nam wojskowe buty i koszulę. Przebywając w Zachmielu koło Niedabyla nocą przyszedł do nas żołnierz niemiecki i wyznaczył mnie do kopania okopów koło Małego Bożego. Nie miałem innego wyjścia - polecenie musiałem wykonać. Oprócz mnie skierowano tam kilku moich kolegów. Dołączyliśmy do grupy młodych mężczyzn(Polaków) nieznanego mi pochodzenia, którzy pracowali tam już od dłuższego czasu(wszyscy później zginęli w 1945 roku). Okopy kopaliśmy nocami a odpoczywaliśmy w dzień. Za tę pracę otrzymywaliśmy od Niemców tzw. deputaty czyli cukier, wódkę i rację żywnościową. Pomimo to cały czas myślałem jak z tych robót uciec. W końcu symulując tyfus udało mi się zrealizować moje zamiary. Przebywałem później w miejscowości Kamień. Pamiętam jak Niemcy w tej właśnie wsi budowali bunkier. Umieścili w nim radiostację, którą obsługiwało dwóch Niemców (jeden miał na imię Max). Od czasu do czasu rozmawiałem z nimi łamanym niemieckim. Do mieszkańców byli nastawieni dosyć przyjaźnie tzn. nie wyrządzili im żadnej krzywdy.

     Przyszedł wreszcie rok 1945. Kiedy w połowie stycznia rozpoczęło się rosyjskie przygotowanie artyleryjskie, do domu w którym przebywałem, przyszli ci dwaj radiotelegrafiści przebrani w cywilne ubrania. Po chwili konsternacji, czystą polszczyzną oznajmili mi, że są Polakami i przez cały czas ich stacjonowania pracowali dla wojsk rosyjsko-polskich, wykorzystując min. powierzoną im przez Niemców radiostację. Teraz muszą uciekać. Zaskoczyło mnie to bardzo ponieważ wcześniej nie wydali się ani jednym słowem kim tak naprawdę są.

     Rosyjska nawała artyleryjska spowodowała, że całą ziemię pokryły odłamki. Kiedy weszli Rosjanie ludność cywilna która tu pozostała była pod ich ochroną. Pierwsze zetknięcie z Armią Czerwoną o mały włos nie skończyło się dla mnie tragicznie. Pierwszy bojec który mnie spotkał chciał mnie zastrzelić. Powód był prosty-zauważył że mam pod ubraniem koszulę Wehrmachtu i na dodatek noszę niemieckie buty. Na nic nie zdały się tłumaczenia że jestem Polakiem i z Niemcami nie mam nic wspólnego Ty- Giermaniec, razstrieliać. Już prowadził mnie pod płot aby zrealizować swoje zamiary, kiedy ja z zaskoczenia, uderzyłem go z całej siły pięścią w nos. Że był mikrej postury upadł zakrwawiony na ziemię. Wykorzystałem moment i uciekłem. Po kilku minutach musiałem przebiec przez szosę. Na szosie stał jednak jakiś żołnierz. Zatrzymałem się, podszedłem do niego i po rosyjsku na ile umiałem zacząłem opowiadać o całym zdarzeniu. Ten na to: mów po polsku, ja Polak. Gdy mnie wysłuchał kazał mi się gdzieś ukryć i poczekać aż pójdą dalej. Tak też się stało-pierwszy rzut niebawem odszedł, a ode mnie oddaliło się niebezpieczeństwo śmierci. Troszkę później w okolice Kamienia doszło kilka rosyjskich czołgów. Ja jako młody człowiek ciekawy świata, przebywałem w ich pobliżu. Na ich polecenie ścinaliśmy nawet słup telefoniczny. Wtedy to widziałem jak jeden z tych czołgów strzelał do niemieckiego tygrysa ( w każdym razie był to dosyć duży wóz). Niemiecki czołg pojawił się nagle na polu między dwoma ostępami leśnymi. Rosjanie którzy byli na zewnątrz swojej maszyny wskoczyli natychmiast do środka, nawet jej nie odpalając, przekręcili wieżę i kilkakrotnie strzelili. W końcu trafili w gąsienicę. Niemiec zatrzymał się. Z czołgu wyszło pięciu żołnierzy ubranych w czarne uniformy z czaszkami na kołnierzach. Natychmiast otoczyła ich rosyjska piechota-zostali wzięci do niewoli. Z rękoma uniesionymi do góry poszli pod eskortą do wsi Kamień. Tam byli przesłuchiwani. Po przesłuchaniu, dwóch z nich zamknięto w pomieszczeniach gospodarczych a pozostałych trzech wyprowadzili żeby rozstrzelać. Prowadzący ich Rosjanin w pewnym momencie zastrzelił z bliskiej odległości dwóch ale trzeci od razu zabić się nie dał. Odwrócił się i strzelił do bojca. Strzał był bardzo cichy, być może był to jakiś mały pistolet. Rosjanin dostał w nogę i bardzo krzyczał. Zdążył jednak skutecznie pociągnąć Niemca przez głowę, serią z pepeszy. Jego samego zaś, rannego opatrzyli koledzy i przenieśli w zaciszne miejsce.

     Ofensywa styczniowa stanęła mi przed oczami kilka lat później, dziwnym zrządzeniem losu. Parę lat po wojnie, jako pokrzywdzony byłem na sprawie sądowej w Radomiu. Jakież było moje zaskoczenie kiedy zobaczyłem na korytarzu sądowym dawnego znajomego..........Maxa. Poznał mnie; mówił, że się osiedlił i znalazł tu pracę. Dłuższą chwilę wspominaliśmy dawne czasy, przed i po ofensywie styczniowej 1945 roku.

Relacja zebrana przez G.Kocyka

Ostatnia aktualizacja strony: 2017/05/8Kopiowanie materiałów jedynie za zgodą autora!Created by: Hubertus
www.000webhost.com