Notice: Undefined index: HTTP_REFERER in /storage/ssd5/427/1552427/public_html/include/licznik.php on line 14

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /storage/ssd5/427/1552427/public_html/include/licznik.php:1) in /storage/ssd5/427/1552427/public_html/include/licznik.php on line 56
Grzegorz Kocyk - Między Pilicą i Radomką (Zapilcze)

Relacje: Heleny Pastwa


     Heleny Pastwa, oddział Hubala: „ Było to chyba w pierwszych dniach października 1939 roku, daty nie pamiętam. Na skraju wsi Wola Chodkowska, na drodze z Brzózy do Ryczywołu, zakopał się w piachu niemiecki samochód ciężarowy i nie mógł wyjechać. W samochodzie było 6 Niemców-żołnierzy w mundurach. W pewnym momencie z olszyn znad Radomki wyjechała na koniach polska kawaleria, która zaatakowała Niemców. W czasie bitwy 3 Niemców uciekło, dwóch zostało zabitych, a jeden ranny w brzuch. Gdy mnie zobaczył (po strzałach wyszłam na dwór) ranny Niemiec kiwał do mnie ręką: by do niego dojść, ale ja się bałam i wróciłam do mieszkania. Za chwilę rannego Niemca przyprowadził do mieszkania Bronisław Strzelczyk, zam. w Chodkowie prosząc, by mu udzielić pomocy. Zrobiła to niezwłocznie moja matka, Anna Flak. Po założeniu bandażu Niemiec schował się pod łóżko. Po kilku minutach wyszedł i pytał czy nie ma Polaków. A gdy usłyszał, że ich nie ma, pytał gdzie mieszka sołtys wsi. Otrzymawszy informację udał się do niego sam. Sołtysem był wtedy Szczepan Flak, dziś zmarły. Sołtys dał znać Niemcom w Brzozie, co się stało w Chodkowskiej Woli. Na skutek tego zawiadomienia pod wieczór tego dnia do wsi przyjechało samochodami dużo wojska niemieckiego. Moja mama doprowadziła ich do sołtysa, u którego oczekiwał ranny Niemiec. Przenieśli go na nosiłkach do naszego mieszkania i przesłuchali go, jak było. Po jego zeznaniach oficer niemiecki wziął matkę za rękę i powiedział „ gut matka". Po czym Niemcy odjechali, zabierając ze sobą rannego. W stosunku do wsi Wola Chodkowska żadnych represji nie było.

     Spośród trzech Niemców, którzy uciekli z samochodu, jeden został zabiły w odległości około 250 metrów od samochodu. Drugi uciekł za naszą stodołę, skąd oddał strzał w stronę żołnierzy polskich, trafiając dwóch z nich jednocześnie. Trafieni ulani upadli z koni byli zabici. Wycofujący się Polacy tych dwóch zabitych towarzyszy zabrali ze sobą i pochowali, jak się później okazało w lesie koło Łaszówki. Po bitwie mieszkańcy z sąsiedztwa spalonego samochodu w obawie przed represjami Niemców pośpiesznie opuścili swoje domostwa ze swoim dobytkiem i udali się do sąsiedniej wsi Selwanówka. Na miejscu pozostałam ja z matką i ojcem, nic nam się nie stało.

Materiały zebrane przez Antoniego Lipca.

Ostatnia aktualizacja strony: 2017/05/8Kopiowanie materiałów jedynie za zgodą autora!Created by: Hubertus
www.000webhost.com