Notice: Undefined index: HTTP_REFERER in /storage/ssd5/427/1552427/public_html/include/licznik.php on line 14
Grzegorz Kocyk - Między Pilicą i Radomką (Zapilcze)

Relacja Gajewskiego Mariana


     "Pierwsze starcia pod Studziankami w 1939 roku zapamiętałem dlatego, że w nocy uciekliśmy z domu. W nocy pod Dębowolą polski żołnierz dał mi napić się z manierki mleka. Później się dowiedziałem że niemiecki zwiad złapał go i zastrzelił. Tam też został pochowany. Po pewnym czasie wróciliśmy do domu. Gdy weszli Niemcy zapalili 2 stodoły. Był to chyba ich jakiś sygnał, że doszli do tego miejsca. W okolicznych lasach pełno było koni, uprzęgniętych często z siodłami- szukały wody. Po tygodniu ktoś przyszedł do nas i powiedział, że w lesie leży zabity wujek, który został powołany wcześniej do wojska.. Okazało się, że to nie był on; mimo pewnego podobieństwa nie posiadał charakterystycznych dla. niego tatuaży. .Zabitych żołnierzy w lesie było wielu. Po kilku dniach przyszedł nakaz od Niemców, aby zebrać zabitych, gdyż groziła epidemia. Zwrócono się z tym do mojego ojca Stanisława Gajewskiego, który był sołtysem Dębowoli. Po zebraniu ludzi przystąpiono do zakopywania poległych. Ja tam też byłem, mimo że ojciec nie chciał mnie za bardzo wziąć. Praca była ciężka przede wszystkim z powodu okropnego nieprzyjemnego zapachu. Ludzie zakładali na twarze zmoczone chustki, a następnie na kocach przenosili zwłoki w miejsce pochówku. Co 10 zabitych, noszący zmieniali się, aby trochę odetchnąć. Ojciec zebrał kilkadziesiąt nieśmiertelników(blaszka z nazwiskiem), które później odczytywał. Nie wiem co się z nimi stało: zawieruszyły się w czasie działań wojennych. Jako sołtys sporządził statystykę poległych, która podzieliła los nieśmiertelników. (…)

     Kiedy rozpoczęła się szkoła chodziliśmy pielęgnować groby. Dyrektorką była pani Janina Walkiewicz. Umiała mówić po niemiecku a mój ojciec miał przepustkę (lebenplatz) pozwalającą na wchodzenie do lasu. Oprócz tego każde dziecko musiało na potrzeby Rzeszy zbierać korzenie tataraku i innych roślin, które suszyło się potem bez słońca, Przy okazji, porządkowania grobów uczyliśmy się wierszyka:

Cichutko plonie lampka
Przy grobie stoi straż
Uklęknij dziecko na swych kolankach
I zmów ojcze nasz
I pomyśl sobie w duchu
Kto w tej mogile śpi ?
A nieznany biedny żołnierz tak jak ja i ty.

     Kiedyś będąc koło grobu tego recytowałem przy całej klasie ten wierszyk i niestety coś "przekręciłem". Dostałem wtedy od pani "w skórę". Dzięki temu wierszyk ten pamiętam po dzień dzisiejszy i potrafiłem wskazać, po latach miejsce gdzie znajduje się jeden z grobów żołnierzy września, oznaczony dziś płytą pamiątkową.. Grób zbiorowy miał długość około 60 metrów, głębokości około 60-80cm. Żołnierze układani byli jeden obok drugiego. Znajdowało się na nim 5 krzyży. Po walkach na przyczółku układ grobu został zatarty. Nie wiem jak wyglądała dokładnie akcja ekshumacyjna wiadomo natomiast, że płacono wtedy od głowy-czyli od wydobytej czaszki. Reszta zazwyczaj pozostawała na miejscu.

     Jeśli chodzi o 1939 rok przypomina mi się opowieść Seremaka Feliksa o tym, jak samotny kapral WP zaatakował grupę Niemców, prowadzonych przez oficera na łęgi, aby ich oćwiczyć. Wielu zastrzelił a potem popełnił samobójstwo, aby nie został wzięty żywcem.
We wrześniu Niemcy spędzili okolicznych chłopów do owczarni, a później do Brzozy i koło Radomia, Związane to było z zastrzeleniem pod Studziankami jakiegoś oficera. Później większość ludzi powróciła jednak do domów.
U nas w domu ukrywał się mjr Domagało z Cytadeli warszawskiej. Później po wojnie został nadleśniczym w Studziankach."

Relacja zebrana przez G.Kocyka

Ostatnia aktualizacja strony: 2017/05/8Kopiowanie materiałów jedynie za zgodą autora!Created by: Hubertus
www.000webhost.com