Notice: Undefined index: HTTP_REFERER in /storage/ssd5/427/1552427/public_html/include/licznik.php on line 14
Grzegorz Kocyk - Między Pilicą i Radomką (Zapilcze)

Relacja Domaszczyńskiego Hieronima


     Dnia 1 września 1939 roku miałem iść do 2 klasy szkoły powszechnej. Już wcześniej słychać było głośno o tym że wybuchnie wojna. Część tut. mężczyzn dostało karty mobilizacyjne. Mój ojciec był st sierzantem WP . Szkolony był w Brześciu nad Bugiem w oddziale haubic. Mój ojciec karty mobilizacyjnej nie dostał z niewiadomej przyczyny podobnie jak kilku innych tutejszych mieszkańców. Zebrali się więc pod naszym domem i zaczęli rozważać możliwość zgłoszenia się do wojska mimo braku kart. Doszli do wniosku że za Wisłą będzie punkt mobilizacyjny. Tam tez się udali przeprawiając się za rzekę łodziami.W naszej szkole na samym początku września odbywała się konferencja poświęcona wybuchowi wojny. Kierownikiem był pan Zapała. Spośród wygłaszanych przemów zapadło mi w pamięci hasło „nie damy guzika od munduru”

     Rano ubrany byłem w odświętne ubranko i miałem iść do szkoły. Pogoda była bardzo ładna . i wtedy dowiedzieliśmy się że wybuchła wojna. Widziałem wtedy walkę powietrzną która rozegrała się nad Wisłą. Trzy niemieckie samoloty z czarnymi krzyżami biły się z dwoma samolotami z biało czerwoną szachownicą. Latały one też nad Magnuszewem. Po pewnej chwili zobaczyliśmy jak niemiecki samolot zaczął spadać w kierunku ziemi. Rozbił się gdzieś za Wisłą. Po chwili spadł drugi Niemiec, paląc się w powietrzu. Trzeci widząc co się dzieje uciekł w kierunku Radomia. Faktem zestrzelenia dwóch niemieckich maszyn pomimo ich przewagi byliśmy bardzo podbudowani. W następnych dniach ujrzeliśmy już wycofujące się oddziały WP. Według tego co mówili na Przewozie miał znajdować się most i przeprawa. W tym kierunku udawali się też cywile. Pomylili się bardzo, bo mostu na przewozie nie było. Całe tłumy ludzi i wojska skupiły się nad brzegiem rzeki.. Nad Wisła w Ostrowie Antoni Wojtas zebrał broń i ukrył ją w piwnicy. Oskarżony został przez Niemców zabity. Na całym powiślu mieszkało wielu kolonistów. Kominy swoich domów malowali na biąło aby ustrzec się ataków. Po przyjściu oddziałów wroga koloniści urządzili sobie dzień zwycięstwa. Mieli swój kościół na miejscu dzisiejszej szkoły. Posiadali swoją orkiestrę. Przemawiali na placu i grali marsze. Ojca u nas w domu nie było a za nami był tzw. dworski ogród otoczony płotem. Rozbiliśmy go a później uciekliśmy do Wilczowoli i Woli Magnuszewskiej. Później znów wróciliśmy do domu. Ojciec wreszcie powrócił do domu. Był boso z rozbitego transportu zabrał ze sobą 5 kilo cukru i trochę liści tytoniowych. Opowiadał że dotarli w szeregach WP aż pod Kock. Po powrocie zatrudniła się do Tartaku na Bożówce. Wiele razy zanosiłem mu jedzenie (jajko i chleb). Za okupacji Niemcy zabrali nam szkołę. Uczyliśmy się w prywatnych mieszkaniach w ławkach które przeniesiono ze szkoły. Jeszcze przed wojną na terenie Magnuszewa powstał oddział strzelców. Kilka razy demonstrowali jaką bronią dysponują. Koloniści po wrześniu zostali uzbrojeni w pistolety. Zaczęli nas ćwiczyć np. jak szliśmy nad Wisłę zatrzymali nas kazali padać czołgać się itp.

Relacja zebrana przez G.Kocyka

Ostatnia aktualizacja strony: 2017/05/8Kopiowanie materiałów jedynie za zgodą autora!Created by: Hubertus
www.000webhost.com