Notice: Undefined index: HTTP_REFERER in /storage/ssd5/427/1552427/public_html/include/licznik.php on line 14

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /storage/ssd5/427/1552427/public_html/include/licznik.php:1) in /storage/ssd5/427/1552427/public_html/include/licznik.php on line 56
Grzegorz Kocyk - Między Pilicą i Radomką (Zapilcze)

Wojna obronna 1939 roku



     Kiedy byłem jeszcze uczniem szkoły podstawowej często rozmawiałem z moim dziadkiem Władysławem o jego wojennych losach. W długie jesienne wieczory dowiadywałem się tego czego nie można było przeczytać w ówczesnych książkach i co w szkolnych programach było zakazane. Jeszcze przed wybuchem wojny jednostka jego stacjonowała na wschodnich terytoriach Rzeczypospolitej. Pobyt tam nie należał do najbezpieczniejszych ze względu na wrogie nastawienie obywateli naszego kraju (pochodzenia niepolskiego) do Wojska Polskiego. Żołnierze rzadko wychodzili na przepustki a ci, którzy wychodzili musieli tworzyć co najmniej trzyosobowe grupki. Było to konieczne, gdyż zdarzały się przypadki napaści na nich a nawet zabójstwa.


     Później przyszedł rok 1939, mobilizacja i walka z Niemcami. Dziadek w latach 1930-32 doskonale przeszkolony w 23 pułku piechoty jako celowniczy-strzelec ciężkiego karabinu maszynowego, we wrześniu stanął do obrony naszego kraju. W pamięci utkwiła mi opowieść o żołnierzach obsługujących ckm, którzy po wcześniejszej potyczce nie wycofali się do lasu z całym oddziałem, i mimo że wydawało się to szaleństwem, we dwóch ze swym niezawodnym karabinem, na otwartym polu między łodygami ziemniaków, zaczaili się na wroga. W osamotnieniu stawili mu czoła. Starcie przeżyli, pozostawiając za sobą mocno zdziesiątkowaną kompanię Wehrmachtu. Dziadek szlak bojowy zakończył na wschód od Brześcia, rozbrojony przez Czerwonoarmistów. Takie wojsko widział po raz pierwszy: karabiny nie posiadały pasków skórzanych tylko sznurki, ich mundury, (często tzw. waciaki) różniły się wieloma elementami, były niekompletne a przede wszystkim widoczne były problemy z obuwiem. Kawaleria poruszała się na małych zaniedbanych konikach. Dziadek nie był oficerem więc mógł powrócić do domu, co nie udało się wielu jego dowódcom. Na pieszo, już w cywilnych ubraniach, kilkuosobową grupą, wrócili do swoich domów.

     Dziadek zmarł w 1996 roku, ale jego wojenne opowieści na zawsze zostaną mi w pamięci. Wszystko to spowodowało, że dziś już jako historyk mogę przyjrzeć się dokładnie walkom Polaków w 1939 roku ze szczególnym uwzględnieniem Grabowa i sąsiednich gmin.

     We wrześniu 1939 przez Zapilcze za Wisłę wycofywały się oddziały polskiej Armii ”Prusy” tocząc walki obronne z Niemcami. Ginęli dziesiątkowani przez Wehrmacht i Luftwaffe. Ich grobami usiana była cała okolica. Wielu utonęło bez śladu w nurtach Wisły, usiłując przedostać się na jej prawy brzeg.

     W nurtach Wisły największe straty poniosła Wileńska Brygada Kawalerii. W wielu publikacjach starałem się przybliżyć to co działo się w północnej części powiatu kozienickiego we wrześniu 1939 roku. Badania oparłem na archiwaliach, dostępnych opracowaniach i relacjach żyjących jeszcze świadków tamtych wydarzeń. Dzięki tym ostatnim możliwe było ustalenie licznych często zaskakujących szczegółów związanych z prowadzonymi działaniami wojennymi. Z przeprowadzonej analizy wyłania się obraz Polaka patrioty, który walczy do końca nawet w obliczu przewagi wroga.


     W artykułach prasowych (2003-2005) znajdziemy opisy wszystkich najważniejszych bitew i potyczek w północnej części powiatu Kozienickiego: Bitwa 43,44 i 45 pułków piechoty (z 13 DP) o Głowaczów z udziałem polskich czołgów 7tp, walki odwrotowe 76 pp w rejonie Augustowa Matyldzina, walki bitnego i zdyscyplinowanego 31 Pułku Strzelców Kaniowskich w rejonie Studzianek (jeszcze wtedy nie Pancernych) a także pobyt oddziału kawalerii pod dowodztwem mjra Henryka Dobrzańskiego. Udało mi się min. ustalić miejsce pochówku dwóch poległych żołnierzy WP w walce pod Chodkowem. Relacje mieszkańców dostarczają ciekawych informacji dotyczących traktowania polskich jeńców przez Niemców.

Czołgi 7TP na Zapilczu

     W wozach 1 kompanii 1 batalionu czołgów lekkich wyczerpywało się paliwo i silniki napędzane były głównie naftą zbieraną po wsiach. Polskie wozy 7TP wsparły pododdziały III batalionu 44 pp atakujące Głowaczów 10 IX 1939 r. Zadanie polegało na unieszkodliwieniu rozpoznanych tam czołgów z niemieckiej 2 Dywizji Lekkiej. Cztery polskie wozy utknęły na podmokłych łąkach i trzeba było je póĄniej spalić, ale 3 pozostałe, osłaniane przez jadących na nich jako desant piechurów, wdarły się do płonącego miasteczka, gdzie zniszczyły dwa czołgi, a pozostałe zmusiły do wycofania się. Ich wypad w dużym stopniu przyczynił się do opanowania Głowaczowa. Załogi naszych czołgów opróżniły zbiorniki zdobytych w miasteczku pojazdów mechanicznych, uzupełniając swe skąpe zapasy. Powolny marsz wraz z osłaniającą piechotą spowodował znaczne zwiększenie zużycia paliwa, którego zaczęło brakować. Około godz. 17:30 dowódca 13DP płk Kaliński powziął decyzję o zniszczeniu posiadanego jeszcze ciężkiego sprzętu. Kpt Górski tak wspomina rozstanie polskich żołnierzy ze swymi czołgami pod Głowaczowem: „ widziałem osobiście jak to się odbywało. Był to widok niezapomniany i pełen dramatycznego napięcia. Ci wyborowi żołnierze, kochający swoje wozy i ogromnie do nich przywiązani płakali jak małe dzieci. Widziałem jak tuż przed wydarzeniem dwóch żołnierzy uklękło przy czołgu i całując pancerz blachy żegnało się ze swoją maszyną(...) W okolicy folwarku Lipa pozostawiono dwa czołgi, dalej jechał tylko jeden na paliwie przelanym ze zbiorników pozostałych. Pod koniec dnia trzeba było zniszczyć i ten wóz. Gdzie zniszczono ten wóz? Też na terenie Zapilcza, co pamiętają świadkowie (znani autorowi).


Ostatnia aktualizacja strony: 2017/05/8Kopiowanie materiałów jedynie za zgodą autora!Created by: Hubertus
www.000webhost.com